“Nie potrafię walczyć o ludzi, po prostu. jak odnoszę wrażenie, że komuś nie zależy na mnie, to się wycofuję, nie chcę przeszkadzać i być zbędnym balastem.
today, we have to share very sad news. Soup.io will stop working in less than 10 days. :(
It's breaking our heart and we honestly tried whatever we could to keep the platform up and running. But the high costs and low revenue streams made it impossible to continue with it. We invested a lot of personal time and money to operate the platform, but when it's over, it's over.
We are really sorry. Soup.io is part of the internet history and online for one and a half decades.
Here are the hard facts: - In 10 days the platform will stop working. - Backup your data in this time - We will not keep backups nor can we recover your data
“To moja okropna wada. Gdy coś przestaje mnie interesować, to albo odchodzę, albo gdy nie mogę, zapadam się w siebie i nie słucham. Nie dopuszczam do siebie bitów informacji, które nic mi nie przyniosą.”
“- Wiedziałeś - zapytała, znów zerkając na program - że kompozytor tego utworu nic na nim nie zarobił? - Którego utworu? - Tego, który będzie grała twoja koleżanka. Jego twórca, Max Bruch, nie dostał za niego ani grosza. - Dlaczego? - Oszukano go. To się działo mniej więcej w czasie pierwszej wojny światowej, był wtedy bankrutem, więc przekazał kompozycję parze Amerykanów, którzy mieli mu przesłać pieniądze, ale nigdy tego nie zrobili. Nuty zniknęły na dłuższy czas, a potem odnalazły się w skarbcu J.P. Morgana. - Kto to taki? - Bankowiec. Przemysłowiec. Finansista. - Bogacz. - Tak. Żył dawno temu. - Lubił muzykę? - Lubił r ó ż n e rzeczy - powiedziała. - Klasyczna historia. Wyzyskiwacz wzbogaca się jeszcze bardziej, artysta umiera z niczym. - Nie umarł z niczym - zaprzeczył Samuel. - Był bez grosza. Nie miał nawet nut. - Ale miał wspomnienie. - Wspomnienie? - Tak. Wciąż pamiętał ten utwór. To już coś. - Wolałabym pieniądze. - Dlaczego? - Bo jeśli zostało ci po czymś tylko wspomnienie - wyjaśniła - myślisz tylko o tym, jak to straciłeś.”
“Mam jedną cechę, którą zauważyłam u siebie pod koniec gimnazjum; powiedziałam wtedy o niej pewnej bliskiej osobie i zobaczyłam przerażenie na jej twarzy. Jakbym wyjawiła co najmniej, że mam ogon. Mam wrażenie, że to jeden z najmocniej ugruntowanych elementów w moim charakterze, będący jego podstawą i nadający mu kształt. Sprawę najprościej wytłumaczyć obrazowo: wyobraź sobie, że swoje uczucia możesz fizycznie wziąć do ręki jak płytę CD i wedle uznania umieścić w napędzie, a co ważniejsze, z niego usunąć. To moja zdolność. Jeśli podejmuję decyzję, że żywię uczucie spowalniające moje ruchy, nieodwzajemnione bądź niedługo mające być źródłem cierpienia, jestem w stanie je zamknąć w wyimaginowanym schowku, do którego nikt nie zagląda i nie poczuć jego oddziaływania aż nie zechcę. Po raz pierwszy dostrzegłam to u siebie kiedy poczułam, że jedna z moich ulubionych osób (zawsze miałam bardzo wąskie grono, jednak z każdą z tych dziewczyn utrzymywałam głębokie przyjaźnie) nie odwzajemnia mojego zaangażowania, bo zainteresowana jest już poznawaniem osób z następnej szkoły. Postanowiłam nie dać się postawić w pozycji "zostawionej" i to ja ukróciłam intensywność tej przyjaźni (czytaj: oddzielić silną sympatię od osoby), by, gdy tamta zupełnie zniknie, nawet tego nie odczuć. Skupiłam się wtedy na nowych znajomościach, cała misja zakończyła się zupełnym powodzeniem: ze wspomnianą przyjaciółką z czasów gimnazjalnych mam kontakt, nie wyniknęła między nami żadna kłótnia, ja nie poczułam odrzucenia. Nie pozwoliłam, by emocje wpłynęły na moje zachowanie. Zdolność ta przydała się wiele razy w związkach. Zanim jednak to opiszę, mam potrzebę poruszenia kwestii pośredniej. Zdarza się, że prywatnie odzywają się do mnie osoby tkwiące w toksycznych związkach albo po prostu niezadowolone z jakości swojej relacji. Pytanie jest zawsze to samo: jak nie cierpieć po rozstaniu? A odpowiedź: rozstań się z tą osobą bez jej świadomości, zanim się o tym dowie. Dla własnego zdrowia. Założę się, że w tym momencie część pomyśli, że to "bezduszne", "zimne", "okrutne" i/albo "niedojrzałe". Jesteśmy przecież wychowywani w przekonaniu o tym, że o związek trzeba walczyć, dawać drugie, trzecie a i siódme szanse, za romantyczne uznajemy związki toksyczne, patrzymy na nieudane małżeństwa swoich rodziców, wujków lub dziadków, które trwają, bo "rozwód? to nie wypada", ci ludzie są nieszczęśliwi i niespełnieni, za szybko zdecydowali się na dom, kredyt i dziecko, "takie były czasy". Ano były, ale wiesz, już nie są. Jeśli relacja Ci nie odpowiada, ciąży i zamiast budować świetlaną przyszłość rysuje ją raczej w barwach męki, wiecznych pretensji z przebłyskami szczęścia w "lepsze dni", to po co w niej trwasz? Masz wystarczająco przeszkód przed sobą, żeby kolejnej świadomie pozwolić się uwiązać u swojej kostki. Prosta, twarda zasada - nie pomaga, to niech przynajmniej nie przeszkadza. Ta krótka ocena wiele razy uratowała mi dupę i, oczywiście, naraziła na krzywe spojrzenia, bo "nie chce mi się walczyć o uczucie". Jakie. Uczucie. Jeśli mam pozwolić komuś na utrudnianie mi egzystencji przez wzgląd na uczucie, które za pół roku i tak zniknie pod natłokiem problemów i zostaniemy z grymasami, to ja wybieram wolność już teraz. Moim zdaniem bezduszne, zimne, okrutne i niedojrzałe jest nie potrafić przyznać przed sobą, że boimy się wziąć całkowitą odpowiedzialność za swoje życie. W chwilach, gdy pod skórą czujemy "to nie to", leniwie wyznaczamy kolejną granicę, przy której "to już będzie koniec". A potem następną, jakbyśmy chcieli, by było za późno na decyzję. Bo wtedy to przecież nie nasza wina, my próbowaliśmy, a że wyszło, jak wyszło, to przecież niezależne od nas. Nie wyobrażam sobie żyć ze świadomością, że nie decyduję o swoim życiu. Z tego powodu bardzo często czytając wiadomość prywatną od osoby szukającej wsparcia, pomocy, pouczenia, niedowierzam; oto czarno na białym zostaje mi opisane, jak uczucie zaślepia zdrowy rozsądek, a wszystko to zwieńczone "myślisz, że powinnam dać jeszcze szansę?". I wtedy nie wiem, czy Ty w ogóle sobie dajesz jeszcze szansę? Zastanowiłaś się kiedyś, po co w ogóle człowiek szuka pary? Dlaczego chcemy mieć kogoś u boku? Bo razem łatwiej przetrwać, pokonać komplikacje. A skoro Twój partner jest komplikacją... Mam kontynuować? No dobra, to teraz jak wygląda to moje oddzielanie uczuć od osoby i wewnętrzne rozstanie z nią. Przede wszystkim, mam ogromną cierpliwość i muszę doświadczyć prawdziwego rozczarowania, by cały proces się rozpoczął; a to dlatego, że jest nieodwracalny. Wytrzymuję wiele prób, podejmuję się poprawy sytuacji, ale nie można walczyć za dwoje. Gdy już wiem, że bagaż negatywnych odczuć i nienaprawionych błędów ledwie się domyka, pozbywam się wszelkich hamulców. Nie podoba się? Nie umiesz sobie zadbać? Nie umiesz docenić? I zaczynam traktować ich tak, jak traktowali mnie. Miny są bezcenne. W swojej głowie już dawno powiedziałam Ci pa, teraz czekam, aż Tobie otworzą się oczy, a przede mną drzwi. ”
“Człowiek uwielbia uciekać, kiedy tylko coś mu nie pasuje. Pakuje
swoje myśli, tęsknoty, uczucia i rzeczy, wciąga płaszcz obojętności, i
ucieka. Nieważne gdzie. Byle jak najdalej od tego, co nie poszło po
jego myśli.”
“Właściwie chodzi wyłącznie o to, żeby nie poddać się zmęczeniu, nigdy nie dopuścić do braku zainteresowania, do obojętności, nigdy nie zagubić swej bezcennej ciekawości, bo wtedy człowiek sam sobie pozwala umrzeć.”