You are at the newest post. Click here
to check if anything new just came in.
April152018
21:05
“Nie potrafię walczyć o ludzi, po prostu. jak odnoszę wrażenie, że komuś nie zależy na mnie, to się wycofuję, nie chcę przeszkadzać i być zbędnym balastem.
“To moja okropna wada. Gdy coś przestaje mnie interesować, to albo odchodzę, albo gdy nie mogę, zapadam się w siebie i nie słucham. Nie dopuszczam do siebie bitów informacji, które nic mi nie przyniosą.”
“- Wiedziałeś - zapytała, znów zerkając na program - że kompozytor tego utworu nic na nim nie zarobił? - Którego utworu? - Tego, który będzie grała twoja koleżanka. Jego twórca, Max Bruch, nie dostał za niego ani grosza. - Dlaczego? - Oszukano go. To się działo mniej więcej w czasie pierwszej wojny światowej, był wtedy bankrutem, więc przekazał kompozycję parze Amerykanów, którzy mieli mu przesłać pieniądze, ale nigdy tego nie zrobili. Nuty zniknęły na dłuższy czas, a potem odnalazły się w skarbcu J.P. Morgana. - Kto to taki? - Bankowiec. Przemysłowiec. Finansista. - Bogacz. - Tak. Żył dawno temu. - Lubił muzykę? - Lubił r ó ż n e rzeczy - powiedziała. - Klasyczna historia. Wyzyskiwacz wzbogaca się jeszcze bardziej, artysta umiera z niczym. - Nie umarł z niczym - zaprzeczył Samuel. - Był bez grosza. Nie miał nawet nut. - Ale miał wspomnienie. - Wspomnienie? - Tak. Wciąż pamiętał ten utwór. To już coś. - Wolałabym pieniądze. - Dlaczego? - Bo jeśli zostało ci po czymś tylko wspomnienie - wyjaśniła - myślisz tylko o tym, jak to straciłeś.”
“Mam jedną cechę, którą zauważyłam u siebie pod koniec gimnazjum; powiedziałam wtedy o niej pewnej bliskiej osobie i zobaczyłam przerażenie na jej twarzy. Jakbym wyjawiła co najmniej, że mam ogon. Mam wrażenie, że to jeden z najmocniej ugruntowanych elementów w moim charakterze, będący jego podstawą i nadający mu kształt. Sprawę najprościej wytłumaczyć obrazowo: wyobraź sobie, że swoje uczucia możesz fizycznie wziąć do ręki jak płytę CD i wedle uznania umieścić w napędzie, a co ważniejsze, z niego usunąć. To moja zdolność. Jeśli podejmuję decyzję, że żywię uczucie spowalniające moje ruchy, nieodwzajemnione bądź niedługo mające być źródłem cierpienia, jestem w stanie je zamknąć w wyimaginowanym schowku, do którego nikt nie zagląda i nie poczuć jego oddziaływania aż nie zechcę. Po raz pierwszy dostrzegłam to u siebie kiedy poczułam, że jedna z moich ulubionych osób (zawsze miałam bardzo wąskie grono, jednak z każdą z tych dziewczyn utrzymywałam głębokie przyjaźnie) nie odwzajemnia mojego zaangażowania, bo zainteresowana jest już poznawaniem osób z następnej szkoły. Postanowiłam nie dać się postawić w pozycji "zostawionej" i to ja ukróciłam intensywność tej przyjaźni (czytaj: oddzielić silną sympatię od osoby), by, gdy tamta zupełnie zniknie, nawet tego nie odczuć. Skupiłam się wtedy na nowych znajomościach, cała misja zakończyła się zupełnym powodzeniem: ze wspomnianą przyjaciółką z czasów gimnazjalnych mam kontakt, nie wyniknęła między nami żadna kłótnia, ja nie poczułam odrzucenia. Nie pozwoliłam, by emocje wpłynęły na moje zachowanie. Zdolność ta przydała się wiele razy w związkach. Zanim jednak to opiszę, mam potrzebę poruszenia kwestii pośredniej. Zdarza się, że prywatnie odzywają się do mnie osoby tkwiące w toksycznych związkach albo po prostu niezadowolone z jakości swojej relacji. Pytanie jest zawsze to samo: jak nie cierpieć po rozstaniu? A odpowiedź: rozstań się z tą osobą bez jej świadomości, zanim się o tym dowie. Dla własnego zdrowia. Założę się, że w tym momencie część pomyśli, że to "bezduszne", "zimne", "okrutne" i/albo "niedojrzałe". Jesteśmy przecież wychowywani w przekonaniu o tym, że o związek trzeba walczyć, dawać drugie, trzecie a i siódme szanse, za romantyczne uznajemy związki toksyczne, patrzymy na nieudane małżeństwa swoich rodziców, wujków lub dziadków, które trwają, bo "rozwód? to nie wypada", ci ludzie są nieszczęśliwi i niespełnieni, za szybko zdecydowali się na dom, kredyt i dziecko, "takie były czasy". Ano były, ale wiesz, już nie są. Jeśli relacja Ci nie odpowiada, ciąży i zamiast budować świetlaną przyszłość rysuje ją raczej w barwach męki, wiecznych pretensji z przebłyskami szczęścia w "lepsze dni", to po co w niej trwasz? Masz wystarczająco przeszkód przed sobą, żeby kolejnej świadomie pozwolić się uwiązać u swojej kostki. Prosta, twarda zasada - nie pomaga, to niech przynajmniej nie przeszkadza. Ta krótka ocena wiele razy uratowała mi dupę i, oczywiście, naraziła na krzywe spojrzenia, bo "nie chce mi się walczyć o uczucie". Jakie. Uczucie. Jeśli mam pozwolić komuś na utrudnianie mi egzystencji przez wzgląd na uczucie, które za pół roku i tak zniknie pod natłokiem problemów i zostaniemy z grymasami, to ja wybieram wolność już teraz. Moim zdaniem bezduszne, zimne, okrutne i niedojrzałe jest nie potrafić przyznać przed sobą, że boimy się wziąć całkowitą odpowiedzialność za swoje życie. W chwilach, gdy pod skórą czujemy "to nie to", leniwie wyznaczamy kolejną granicę, przy której "to już będzie koniec". A potem następną, jakbyśmy chcieli, by było za późno na decyzję. Bo wtedy to przecież nie nasza wina, my próbowaliśmy, a że wyszło, jak wyszło, to przecież niezależne od nas. Nie wyobrażam sobie żyć ze świadomością, że nie decyduję o swoim życiu. Z tego powodu bardzo często czytając wiadomość prywatną od osoby szukającej wsparcia, pomocy, pouczenia, niedowierzam; oto czarno na białym zostaje mi opisane, jak uczucie zaślepia zdrowy rozsądek, a wszystko to zwieńczone "myślisz, że powinnam dać jeszcze szansę?". I wtedy nie wiem, czy Ty w ogóle sobie dajesz jeszcze szansę? Zastanowiłaś się kiedyś, po co w ogóle człowiek szuka pary? Dlaczego chcemy mieć kogoś u boku? Bo razem łatwiej przetrwać, pokonać komplikacje. A skoro Twój partner jest komplikacją... Mam kontynuować? No dobra, to teraz jak wygląda to moje oddzielanie uczuć od osoby i wewnętrzne rozstanie z nią. Przede wszystkim, mam ogromną cierpliwość i muszę doświadczyć prawdziwego rozczarowania, by cały proces się rozpoczął; a to dlatego, że jest nieodwracalny. Wytrzymuję wiele prób, podejmuję się poprawy sytuacji, ale nie można walczyć za dwoje. Gdy już wiem, że bagaż negatywnych odczuć i nienaprawionych błędów ledwie się domyka, pozbywam się wszelkich hamulców. Nie podoba się? Nie umiesz sobie zadbać? Nie umiesz docenić? I zaczynam traktować ich tak, jak traktowali mnie. Miny są bezcenne. W swojej głowie już dawno powiedziałam Ci pa, teraz czekam, aż Tobie otworzą się oczy, a przede mną drzwi. ”
“Człowiek uwielbia uciekać, kiedy tylko coś mu nie pasuje. Pakuje
swoje myśli, tęsknoty, uczucia i rzeczy, wciąga płaszcz obojętności, i
ucieka. Nieważne gdzie. Byle jak najdalej od tego, co nie poszło po
jego myśli.”
“Właściwie chodzi wyłącznie o to, żeby nie poddać się zmęczeniu, nigdy nie dopuścić do braku zainteresowania, do obojętności, nigdy nie zagubić swej bezcennej ciekawości, bo wtedy człowiek sam sobie pozwala umrzeć.”